Porozmawiajmy z niebem,
jak za dawnych lat,
niech nigdy już nie grzebie się żal w nas.
Tak Tak Tak
Polećmy na skrzydłach kolorowego motyla,
niech nie zbłądzi na dnie świata.
A nawet i radość niech lata,
albowiem na dnie jego jest mapa do krain rozdroża,
do pokoju morza...
Rozrywam wspomnienia na dwa kolory,
i na dwa wczoraj
i na 16 przedwczoraj,
zwijam je w spirale nadziei,
czynię kulowaty kształt cierpliwości
i rzucam wieńcem ufności...
Albowiem niemoc budzi wiarę w Moc.
Albowiem każdy sens już jest utwierdzony.
Albowiem małość bliższa jest utopieniu w całości.
Poprostu świeci.
Najbardziej lubię słuchać ciszy,
szczególnie w niskich tonach,
upojonych goryczą kawowego spełnienia,
z nutą niespokojnych marzeń.
Nie chcę uciekać.
Przytul mnie czasie do jutra,
niech zegary nie biegną za lękiem,
budzik harmonii już tyka...
Tylko niech to nie będzie tylko sen...
Odpowiedz mi,
kiedy?
Tymczasem pogłaskam we śnie stokrotki
i zatańcze flamenco w zbożowym gaju pięciu stawów.
Niemoc można poprawić działaniem,
poniekąd ze źródła miłości wydobytym,
czynić dla,
budować dla,
iśc ku.
Od przepaści do harmonijnych bezgranic nieba.
Cudnie skończy się nasza podróż bez granic !
Ukoronuje dzień kroplą pokoju,
wyciągniętą z pucharu wytrwałości
i nie do końca jeszcze umiem pić z czary cierpienia.
Mniemam,że gubi się sens w mroku,
zatajony w karmazynowym uroku.
Niechęć do szarości mnie rozpiera,
niech będzie tylko Chwała Emanuela...
Nieskończenie pragnę otwarcia przedsionka nieba,
pragnę otulenia blaskiem,
ukojenia w błękicie dobra.
Zastygam w oczekiwaniu,
czekam jak żona Lota,
pewna swego nieposłuszeństwa.
Jednak czekam zachłannie,
to już więcej niż nadzieja...